Miesiąc ciszy po Mai. Co wydarzyło się naprawdę?
- Home
- Miesiąc ciszy po Mai. Co wydarzyło się naprawdę?
Miesiąc ciszy po Mai. Co wydarzyło się naprawdę?
Minął miesiąc od tragedii, która wstrząsnęła nie tylko Mławą, ale i całą Polską. 16-letnia Maja K. wyszła z domu wieczorem 23 kwietnia 2025 roku i już nigdy do niego nie wróciła. Tydzień później jej ciało zostało odnalezione w zaroślach. Od samego początku śledztwa podejrzenia kierowały się ku 17-letniemu Bartoszowi G., z którym Maja miała się tego wieczoru spotkać. Chłopak wkrótce potem wyjechał na szkolną wycieczkę do Grecji, jakby nic się nie stało.
Dziś, po miesiącu, wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Co wydarzyło się naprawdę? Oto, co udało się ustalić — bez emocji, bez domysłów. Tylko fakty.
1. ZAGINIĘCIE MAI
23 kwietnia, około godziny 19:43, 16-letnia Maja K. wyszła z domu. Powiedziała mamie, że idzie spotkać się z kolegą – jeśli się pokłócą, wróci za 5 minut, jeśli nie, to za pół godziny. Chodziło o Bartosza G., 17-latka mieszkającego zaledwie ulicę dalej.
Chwilę po wyjściu Maja próbowała skontaktować się z koleżanką, bezskutecznie. Zdążyła jednak wysłać do niej wiadomość, która – jak się później okazało – była niepokojąca. Po tej wiadomości telefon dziewczyny zamilkł. Mimo braku aktywności, urządzenie logowało się jeszcze przez kilkanaście godzin w okolicy stacji kolejowej Mława Miasto.
Bartosz G., z którym dziewczyna miała się spotkać, zaprzeczył, jakoby doszło do jakiegokolwiek kontaktu między nimi tego wieczora.
2. PIERWSZE DNI POSZUKIWAŃ
24 kwietnia, dzień po zaginięciu, około godziny 20:00 matka Mai oficjalnie zgłosiła sprawę na policję. Poszukiwania rozpoczynają się natychmiast. Do działań zaangażowani zostają funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Mławie, Komendy Wojewódzkiej Policji z Radomia oraz Oddział Prewencji z Płocka. Wykorzystano także psy tropiące oraz specjalistycznego psa mantrailingowego – szkolonego do wykrywania zapachów unoszących się w powietrzu.
Na początku śledczy rozważali różne scenariusze – od kolejnej ucieczki z domu po najgorszy możliwy finał.
28 kwietnia, pięć dni po zaginięciu, matka Mai wyraziła zgodę na publikację wizerunku córki. Komunikat o zaginięciu trafił do mediów i sieci społecznościowych, co znacznie poszerzyło zasięg poszukiwań.
W mediach niósł się apel bliskich do Mai: „Maja jeśli czytasz te słowa prosimy Ciebie o kontakt, ponieważ umieramy z niepokoju. Wiesz, że zawsze mogłaś i możesz na nas liczyć w każdej sytuacji. Ogromnie się wszyscy o Ciebie martwimy“.
3. KANAŁ KRYMINALNY I PIERWSZY PRZEŁOM
Przez ponad tydzień trwały intensywne poszukiwania prowadzone przez służby i rodzinę. Media i organizacje pozarządowe, tj. SOS Zaginięcia, również zaangażowały się w akcję poszukiwawczą.
We wtorek, 29 kwietnia, ekipa Kanału Kryminalnego Extra przyjechała do Mławy. Maja była wtedy zaginiona od 6 dni. Spotkali się tam z rodziną 16-letniej Mai. Zaczęli oni szukać telefonu i tak znaleźli się na posesji matki chłopaka, z którym 16-latka miała się spotkać. Na początku właścicielka posesji przyjęła ich, jednak po czasie padli oni ofiarą ataku z jej strony. Pytali o telefon – gdzie się da. Wkrótce po tym odnaleziono telefon Mai – leżał na torach kolejowych, w miejscu, które wcześniej było przeszukiwane przez służby. Urządzenie było nienaruszone.
4. ZNALEZIENIE CIAŁA
1 maja, po ośmiu dniach poszukiwań, ok. godz. 5 policyjny pies do wyszukiwania zapachu zwłok ludzkich odnalazł ciało dziewczyny. Były to zarośla przy ul. Płońskiej w Mławie, niedaleko zakładu produkcyjnego należącego do rodziny Bartosza G.
Na miejscu czynności wykonywano pod nadzorem prokuratora z Prokuratury Rejonowej w Mławie. Od razu wiadomo było, że do śmierci nastolatki przyczyniła się inna osoba.
Okazało się, że 16-latka została zamordowana z wyjątkowym okrucieństwem i brutalnością. Opis jej obrażeń ujawniony przez media nie mieści się w głowie normalnego człowieka. Maja miała zostać związana, a następnie torturowana przez sprawcę. Była przypalana, uderzana młotkiem i szpadlem, oblewana żrącą substancją. Agresor powybijał jej też zęby i odciął palec u jednej ręki, a ciało zostało częściowo spalone.
Ofiara miała ponadto liczne rozległe obrażenia głowy, które zostały zadane narzędziem tępym lub tempo krawędzistym.
„Tata musiał, ale mama nie była w stanie obejrzeć całego ciała córki. Nie była w stanie! Maja miała powybijane zęby młotkiem. Przy jednej dłoni nie miała palca. Ciało było spalone. To jest straszna tragedia – ujawniała ciocia Mai w SuperExpressie.
Śledczy rozpoczęli poszukiwania sprawcy brutalnego przestępstwa i wytypowali znajomego dziewczyny, 17-letniego mieszkańca Mławy. Zapewniali, że mają twarde dowody na jego winę, co pozwoliło postawić mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Policjanci ustalili, że mężczyzna przebywa za granicą wraz z uczniami ze swojej szkoły.
Sąd w Płocku wydał Europejski Nakaz Aresztowania. Dzięki tej procedurze – uproszczonej formie ekstradycji – chłopak został zatrzymany w Grecji. Teraz tamtejszy sąd musi zatwierdzić jego przekazanie do Polski.
5. KIM BYŁA MAJA?
Maja K. miała 16 lat. Uczyła się w technikum fryzjerskim w Olsztynie. Marzyła, by zostać fryzjerką.
Jej bliscy, koledzy, koleżanki, nauczyciele wspominają ją jako cudowną, pełną pogody ducha dziewczynę.
– „To się nie mieści w głowie. Jak można było zrobić to dziecku? Znałam Maję, znałam jej rodzinę. Piękna, mądra dziewczynka. Była u mnie na święta, czesała wnusię. Mówiłam jej: „Maja, jak ty wyrosłaś”… – wspomina Joanna Nowak, znajoma rodziny, w SuperExpressie.
6. BARTOSZ G. – KIM JEST DOMNIEMANY SPRAWCY?
Bartosz G. to 17-letni uczeń technikum budowlanego w Mławie. Jest głównym podejrzanym w sprawie zamordowania 16-letniej Mai. Krótko po zaginięciu dziewczyny, razem z klasą wyjechał na wymianę szkolną do Grecji.
Za chłopakiem wydano list gończy. Greccy policjanci zatrzymali go 1 maja w pokoju hotelowym na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.
Sąsiadka Bartosza G. zdradziła ”Faktowi”, że chłopak już w dzieciństwie przejawiał skłonności sadystyczne. Opowiedziała, że 17-latek w przeszłości okrutnie się znęcał nad bezdomnymi kotami, palił je w ognisku i wieszał.
Sąsiadka państwa G. opowiadała także, że Bartosz już w podstawówce gnębił młodsze dzieci i złośliwie spuszczał im powietrze z kół rowerów. Natomiast jego koledzy opowiadali, że chłopak nie miał łatwego charakteru.
Matka Bartosza G. – bardzo aktywna w mediach społecznościowych – broni swojego syna. Twierdzi, że chłopak zawsze był wrażliwy, prześladowany przez rówieśników, zawsze miał czerwony pasek i nigdy nikogo nie uderzył.
Niektóre doniesienia mówią, że Maja była jedną z osób, która z niego szydziła. Takie informacje rozprzestrzenia też matka podejrzanego. Oskarżano Maję o założenie hatepage o Bartku, co okazało się nie prawdą, ponieważ przyznała się do tego inna dziewczyna.
Chłopak natomiast zamieścił w sieci wpis, który został później usunięty, cytując:
„Nie każdy bohater nosi palerynę. Przeżyłem piekło. Poradzę sobie ze wszystkim. Nikt już nie umrze. Potwór zniknął. Wstałem i poszedłem dalej, a ty nadal jesteś w pętli. Ludzie warczą jak głodne psy. Oni nic nie wiedzą, ale są zamieszani. To ich problem, nie mój. Już mnie to nie boli.”
Jednak nie ma potwierdzenia, czy to na pewno zamieścił on, czy może ktoś inny.
Polska prokuratura zapowiada, że kiedy chłopak zostanie sprowadzony do kraju usłyszy zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i choć nie skończył 18 lat to będzie sądzony jak dorosły, ale z uwagi na młodociany wiek kara nie może wynieść dożywocia. Bartoszowi G. będzie grozić od 15 do maksymalnie 30 lat więzienia.
7. MILCZENIE I HEJT – DRUGA STRONA TRAGEDII
W cieniu dramatycznych poszukiwań i późniejszego odkrycia zwłok Mai K., w internecie zaczęła narastać fala hejtu. Emocje szybko przeniosły się do mediów społecznościowych, gdzie każdy czuł się uprawniony do wydawania wyroków, komentowania, oceniania.
Jeszcze zanim Bartosz G. został zatrzymany w Grecji, pod jego adresem – oraz pod adresem jego rodziny – zaczęły pojawiać się tysiące oskarżeń, gróźb i obraźliwych komentarzy. Internauci nie czekali na ustalenia śledztwa – wyrok zapadł w sieci szybciej niż w prokuraturze.
Hejt wylewał się również na działalność gospodarczą prowadzoną przez rodzinę chłopaka. Wskutek publicznego napiętnowania i licznych opinii publikowanych w internecie, działalność ta zaczęła być bojkotowana.
Matka podejrzanego – Katarzyna G. – występująca w mediach społecznościowych pod innym imieniem i nazwiskiem (jako Joanna D.), nie kryła się jednak z tożsamością. Otwarcie informowała, że jest matką Bartosza i broniła go coraz zacieklej, publikując emocjonalne oświadczenia. W pewnym momencie zaczęła sama wychodzić z inicjatywą, publikując wpisy, które wzbudziły szerokie kontrowersje. Apelowała, by „zgłaszały się inne osoby poszkodowane przez Maję” i pisała wprost: „Maja nikogo już nie skrzywdzi”.
Domagała się również publicznych przeprosin od tych, którzy – jej zdaniem – przekroczyli granicę, publikując obraźliwe komentarze na temat jej i jej syna. Jej posty były jednak usuwane z niektórych grup, a konta czasowo blokowane, co tylko podsycało napięcia.
W tej sytuacji wiele osób zwracało uwagę na skalę polaryzacji. Z jednej strony – ogromne emocje i oburzenie, jakie wywołała śmierć 16-latki. Z drugiej – niepokój związany z tym, jak łatwo granica między szukaniem sprawiedliwości a linczem społecznym może zostać przekroczona.
8. CO DALEJ?
Po zatrzymaniu przez grecką policję 17-letni Bartosz G. stanął przed prokuratorem w Salonikach. To właśnie tam rozpoczęła się procedura ekstradycyjna, która ma na celu jego przekazanie polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Towarzyszyła mu matka, która udała się do Grecji. Podczas przesłuchania nastolatek zadeklarował, że nie wyraża zgody na ekstradycję. Powód? Według jego słów, miałby otrzymywać groźby, które rzekomo są kierowane pod jego adresem. Decyzję w tej sprawie podejmie grecka Rada Apelacyjna w Salonikach. Do tego czasu chłopak przebywa w areszcie dla nieletnich w Kassaveteia, w rejonie Volos.
Tymczasem w Polsce śledztwo trwa, a jego szczegóły są wstrząsające. Prokuratura nie ma wątpliwości, że doszło do brutalnego morderstwa, a zebrany materiał dowodowy ma być – jak określają śledczy – miażdżący. Chodzi między innymi o bilingi połączeń telefonicznych, logowania urządzeń komórkowych, a także zapisy z kamer monitoringu. Wszystko to ma wskazywać na bezpośredni związek Bartosza G. ze śmiercią Mai.
Ale mimo wielu odpowiedzi, wciąż pozostaje sporo znaków zapytania. Jednym z najczęściej powracających wątków jest kwestia czy Bartosz G. działał sam – zarówno w czasie samej zbrodni, jak i po jej dokonaniu. Szczególne wątpliwości budzi m.in. sprawa telefonu Mai, który został odnaleziony na torach kolejowych – w miejscu, które wcześniej było wielokrotnie przeszukiwane przez policję i wolontariuszy. W dniu, gdy telefon został znaleziony, Bartosz G. przebywał już za granicą. Urządzenie było w doskonałym stanie, nienaruszone, choć leżało na torach uczęszczanych przez dziesiątki pociągów każdego dnia. To rodzi przypuszczenie, że ktoś mógł je tam podrzucić celowo, chcąc zmylić śledczych, opóźnić ich działania lub zamazać ślady.
Śledczy analizują każdy trop.
9. APEL O ROZWAGĘ – PAMIĘĆ, SZACUNEK I ODPOWIEDZIALNOŚĆ
W obliczu tak ogromnej tragedii, która rozbiła życie dwóch rodzin i wstrząsnęła opinią publiczną w całym kraju, bardzo łatwo popaść w osądy i kierować się emocjami. Jednak w tym trudnym czasie najważniejsze jest, by zachować rozwagę, okazać empatię i szacunek – zarówno wobec bliskich Mai, jak i rodziny podejrzanego o jej śmierć.
Sprawiedliwość musi być wymierzona przez sąd, na podstawie faktów, dowodów i obowiązującego prawa, a nie przez emocjonalne domysły czy nienawiść w internecie czy na ulicy. Nie mamy prawa wyrokować, zanim zrobi to wymiar sprawiedliwości.
Mamy jednak obowiązek pamiętać o Mai i o tym, że każda tragedia pozostawia trwały ślad nie tylko na ofiarach, ale również po obu stronach konfliktu. Cisza po tragedii nie oznacza zapomnienia – to próba zrozumienia, refleksji i poszanowania ludzkiego bólu.
Żródła: SuperExpress, Fakt, Kanał Kryminalny Extra, Prokuratura Okręgowa w Płocku, Fot.: własne
