Matka Bartosza G. po raz pierwszy zabrała głos publicznie: „To nie była jego dziewczyna, to ona go prześladowała”
- Home
- Matka Bartosza G. po raz pierwszy zabrała głos publicznie: „To nie była jego dziewczyna, to ona go prześladowała”
Matka Bartosza G. po raz pierwszy zabrała głos publicznie: „To nie była jego dziewczyna, to ona go prześladowała”
Po raz pierwszy od głośnej tragedii, która wstrząsnęła opinią publiczną w Polsce, matka Bartosza G. – oskarżonego o brutalne morderstwo 16-letniej Mai K. – wystąpiła na żywo w greckich wiadomościach. Jej wypowiedź odbiła się szerokim echem, wywołując kolejną falę emocji, kontrowersji i pytań.
Zamiast przeprosin czy wyrazów współczucia dla rodziny zmarłej dziewczyny, z ust kobiety padły słowa, które mogą być odczytane jako próba obrony syna za wszelką cenę, a jednocześnie zrzucenie odpowiedzialności… na ofiarę.
„On tego nie pamięta”
– „Bartek od samego początku zaginięcia Mai był spokojny, opanowany. On nie pamięta, żeby się danego dnia z nią spotkał” – zaczęła kobieta w rozmowie transmitowanej na żywo przez grecką telewizję. Już ten pierwszy fragment wzbudził konsternację – oskarżony o morderstwo chłopak „nie pamięta” dnia, w którym zginęła Maja?
Choć jego wersja sugeruje niepamięć, matka nie zaprzecza, że do spotkania doszło:
– „On tego nie pamięta, a ja od służb z nagrań z monitoringu, które moja rodzina udostępniła, wiem, że spotkali się tego dnia”.
W kolejnej wypowiedzi pada zdanie, które może być interpretowane jako dowód na to, że matka miała dostęp do drastycznych materiałów z miejsca zbrodni:
– „Oboje zachowywali się nienaturalnie. A Maja goła na czworaka chodziła po korytarzu zakładu.”
Czy to oznacza, że oglądała nagrania z miejsca, w którym doszło do tragedii? I mimo to nadal publicznie broni syna?
Obwinianie ofiary
W wypowiedzi matki Bartosza przewija się wątek uporczywego nękania, którego — według niej — miała dopuszczać się Maja.
– „W międzyczasie wielokrotnie nachodziła nas policja szukająca Mai, bo Maja uciekała wielokrotnie z domu i za każdym razem Policja mówiła, że mama twierdzi, że jest u swojego chłopaka Bartka, co było dla nas totalnym absurdem…”
Po raz kolejny pojawia się też bezpośrednie oskarżenie dziewczyny o prześladowanie:
– „Po nękaniach telefonicznych zaczęła nas nachodzić w domu, stąd założyłam monitoring, żeby pozbyć się w jakiś sposób natrętnej nastolatki” – mówi kobieta.
Nie brakuje też zarzutów wobec rodziny zmarłej:
– „Rodzina zmarłej podaje również nieprawdziwe informacje w mediach na temat mojego syna.”
Ucieczka do Grecji jako forma „ratunku”
Kobieta przyznaje wprost, że decyzja o opuszczeniu Polski i pozostanie w Grecji była podyktowana poczuciem zagrożenia:
– „W Grecji czujemy się bezpiecznie zarówno ja, jak i syn. Spotkaliśmy dużo życzliwych osób. Bartka traktują jak człowieka, a nie jak mordercę zwyrodnialca.”
„To nie była jego dziewczyna”
Najwięcej kontrowersji budzą słowa matki kwestionujące jakikolwiek związek pomiędzy Mają a Bartoszem.
– „Bartek nie był parą z Mają, tak jak podają media. To nie była jego dziewczyna, to Maja sobie tak uroiła…”
– „To Maja się w nim zakochała i tak wszędzie rozpowiadała, że Bartek to jej chłopak, ale to nie była prawda.”
– „Kiedy Maja poczuła się odrzucona przez Bartka, wówczas zaczęła hejtować go w internecie.”
Zdaniem matki, jej syn miał być ofiarą internetowego nękania.
– „Syn pousuwał ze swojego fb wszystkie zdjęcia” – tłumaczy, dodając, że jej syn, by móc funkcjonować, wyparł „hejt” ze swojej świadomości.
– „Bartek żeby móc normalnie funkcjonować wśród rówieśników, wyparł do swojej podświadomości ten hejt, żeby po prostu się jakoś odnaleźć w środowisku i móc normalnie funkcjonować”.
I kończy dramatycznym akcentem:
– „Dlatego taka przemoc w internecie jest traumatyczna i może zabić za życia taką młodą osobę.”
Przekierowanie winy?
Czy występ matki Bartosza G. to próba wybielenia syna, a zarazem zrzucenia winy na nieżyjącą już Maję? W ocenie wielu internautów — zdecydowanie tak. Nie padło ani jedno słowo współczucia wobec rodziny dziewczyny. Zamiast tego, oskarżenia, podważanie jej relacji z Bartkiem, sugestie choroby psychicznej i prześladowania.
Matka oskarżonego przemówiła także w Uwadze TVN. Rodzina Mai: „Nie możemy przeżyć żałoby”
Wczoraj matka oskarżonego Bartosza G. zgodziła się także na rozmowę z reporterem programu „Uwaga” TVN. Jej kontrowersyjne komentarze w internecie sprawiły, iż rodzina zmarłej Mai nie jest w stanie spokojnie przeżyć żałoby.
– Zamieszcza wpisy typu, że jeżeli coś spotka kogoś z naszej rodziny, to nie ręczy za siebie. My, w jakiś sposób, czujemy się zagrożeni – powiedział ojciec Mai, pan Jarosław.
– Dopuściła się komentarzy typu: „Niech gnije w grobie, niech gryzie ziemię” – relacjonowała pani Eliza.
– Napisała, że śmieć wylądował tam, gdzie jego miejsce, czyli w śmietniku. Nie możemy przejść żałoby, bo z każdej strony jesteśmy przez tę kobietę atakowani i oczerniani – dodał pan Jarosław.
Co na to matka podejrzanego?
– Uważam, że te posty jak najbardziej są na miejscu, bo ja w tych postach piszę prawdę – stwierdziła w rozmowie z reporterem Uwagi.
W materiale pojawiły się też relacje znajomych Bartosza i Mai. Opisywali, że ich relacja była burzliwa, a zachowanie chłopaka miało być niepokojące już wcześniej.
– Moim zdaniem Bartek tylko chciał ją zaliczyć. Słyszałem, że Bartek nawet uderzył Maję, wyzywał i w ogóle. I się rozstali – dodaje znajomy.
– Skarżyła się wielokrotnie, że ją popchnął, wyzywał itd. – słyszymy od rówieśników.
Zupełnie inne spojrzenie prezentuje matka Bartka:
– Ona nie była bita przez Bartka. To było kolejne oszczerstwo, żeby Bartka upokorzyć w społeczeństwie mławskim. Dla mnie to jest dobry dzieciak, który zapracował sobie na dobre oceny, na dobre świadectwa. Chciał żyć w spokoju, nic więcej, nikomu nie wchodził w drogę – przekonywała kobieta.
Innego zdania są także byli znajomi chłopaka:
– Kiedyś wychodziliśmy gdzieś razem, ale nasz kontakt się urwał, po tym jak Bartek stawał się bardzo agresywny wobec rówieśników.
– Od razu wyzywał, potrafił wylecieć z rękoma.
Na pytanie, czy dopuszcza myśl, że jej syn mógł zabić, kobieta odpowiada:
– Poczekajmy na proces i zobaczymy, jakie są dowody. Znam swoje dziecko i dla mnie to jest niezrozumiałe, żeby mój syn mógł się dopuścić morderstwa. Uważam, że mój syn nie byłby do tego zdolny, a jeśli to zrobił, to jestem bardzo ciekawa opinii specjalistów, co mogło być tego przyczyną. I nie wiem, czy dowiemy się prawdy. Po tym, jak targnął się na życie, ma problem z pamięcią – mówi kobieta.
Sam Bartosz, który po śmierci Mai targnął się na swoje życie, nie złożył oficjalnych wyjaśnień. Czy proces rzuci nowe światło na to, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy? Czy uda się oddzielić fakty od emocji i pomówień?
W tle tej tragedii pozostają pytania o rolę dorosłych, mechanizmy przemocy w relacjach nastolatków oraz granice odpowiedzialności za słowa w sieci. Jedno jest pewne – ta sprawa nie pozwala nikomu pozostać obojętnym.
Źródło i fot.: megatv.com, Uwaga TVN
